Pamiętnik Nathalie

#1


19 czerwca 2008 r.

Drogi Pamiętniku! 


   Wiem, że to jest żałosne. Pisać praktycznie samej do siebie. Dokładnie. Gdybym zdążyła nauczyć się jakiegoś języka przed śmiercią pewnie bym się pochwaliła, ale niestety nie mogę. Tak, właśnie napisałam "przed śmiercią". Nie żyję. Ale to później. 
   Niech się wam przedstawię. Nazywam się Nathalie Jenkins. No cóż, nazwiska sobie nie wybierałam. Wracając do tematu ... Mam 17 lat. Nawet do 20 nie dożyłam . Cholera. Mieszkam w małym miasteczku, na takim zadupiu, ze jest nawet nie warte wzmianki. Miałam młodszą siostrę Kamill, matkę Veronicę i ojca Guseppe. Babcia miała sentyment do dziwacznych imion. Zostawiłam ich bez najmniejszych wyrzutów . W sumie... To nawet nie była moja wina. Można powiedzieć, że znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Co poradzić... 
Umarłam z wielkim bólem. Tak samo jak Charlie , moja najlepsza przyjaciółka od wielu lat. Wyprowadziła się i wróciła po jakichś trzech latach. Śmierć była potworna. Wracałam sobie z Char  do domu z dyskoteki. Niby nic wielkiego, ale jak radio zaczęło huczeć o tym, że w szkole grasował psychopata, zaczęło się robić wesoło. Wiadomo, adrenalina na poziomie hard, gaz do dechy i do domu. Gdybym mogła zabić Charlie, zrobiłabym to bez wahania . Szkoda, że ona już nie żyje. To była w stu procentach jej i tylko jej wina. Że też musiała tyle wypić. Cholera. Ja oczywiście musiałam pozostać trzeźwa, no bo przecież policja, mandaty, alkomaty i te sprawy. Ona szarżowała po parkiecie z browarem w ręku i w tyłku miała cały świat. Więc ja musiałam zostać niańką i jechać na tą cholerną stację. Wszystko byłoby wyśmienicie, gdyby nie zarzygała całej łazienki. Musiałyśmy to sprzątać i wyszłyśmy z CPNu dobrą godzinę później. Głupi , moczopędny browar ! Po co oni produkują alkohol, skoro można się nim zatruć ? Dobra, nie napisałam tego. Skoro mam to kiedyś wysłać do ludzi to nie mogę obrażać piwa. Jeszcze ktoś to przeczyta .
    Wyszłyśmy umęczone sprzątaniem i wsiadłyśmy do auta. Jechałyśmy przez las. Było ciemno. Jaka ja jestem głupia, że na widok płaczącej kobiety zatrzymałam się! Char też wysiadła i zza drzew wyskoczył ten pedofil psychopata. Strzelił we mnie jakąś lotką , Bóg wie z czym, ale podziałało. Mięśnie mi zwiotczały i upadłam . Char też . Byłam w pełni świadoma. Psychol wpakował nas do auta, nawet się sukinsyn o własne nie postarał, i wywiózł do jakiejś leśniczówki. Tam nas zgwałcił ze 3 razy i pomału zabijał. Po kolei , za każdy krzyk, jęk czy cokolwiek odcinał palec, a gdy już palców zabrakło odcinał rękę. Było miło, aż nie wykrwawiłam się na śmierć. Z góry obserwowałam cierpienie przyjaciółki. Fakt, umarłam bardzo młodo. Wiedziałam, że ona też umrze. Na całe szczęście jako duch miałam wszystkie kończyny. Wiedziałam już , że tu będzie mi dobrze.
   To koniec opisu mojej śmierci. Może kiedyś jeszcze dopiszę coś do tego jakże niebiańskiego zeszytu. Mam nadzieję. No, chyba, że porwą mnie demony . Narazie. Mam nadzieję, że ktoś to kiedyś przeczyta...

"Nigdy nie wierzyłam w duchy...
...dopóki nie umarłam."


***

#2


20 czerwca 2008 r.

Drogi pamiętniku!



   Cóż... Planowałam już nic więcej nie pisać, ale po wydarzeniach z ostatnich dwóch dni , potrzebuję tego. Tak, wiem, jestem wredną małpą bez uczuć, ale to wszystko mnie przerasta. Tęsknie za rodziną, która wbrew pozorom była dla mnie wszystkim . Teraz została mi tylko Charlie. Nie powiem, pomaga mi, ale to ja zawsze byłam dla niej drugą starszą siostrą. To ona zawsze prosiła mnie o pomoc, a ja jej pomagałam. Teraz ja potrzebuję takiej osoby. Ta cała "szkółka duchów" jest jednym wielkim przekleństwem . Życie po śmierci wcale nie jest takie proste jak się wydaje. Szczególnie na tym etapie, na którym znajduję się ja z Char. 
   Za pięć dni czeka nas test. Nie tylko nas. Jest wiele innych osób, które odeszły w ten sam dzień co my. Lecz my jesteśmy wyjątkowe. Takimi czyni nas godzina śmierci. Ja zmarłam o 18.18 , a Char o 19.19 . Właśnie to jest takie niezwykłe. Niewiele istnieje ludzi, którzy wstąpili do krainy duchów o godzinie równej z minutami. Mimo to nie traktują nas jakoś specjalnie inaczej. Mamy tylko trochę inne umiejętności. W sumie, jeszcze ich nawet nie posiadamy. Musimy przejść test, którym wspomniałam na początku tego akapitu. Polega on na wykazaniu naszych umiejętności. Przez cały czas musimy trenować wnikanie do ludzkich umysłów i odczytywanie emocji, wracanie na Ziemię pod postacią niewidzialnego, lecz zdolnego podnosić i używać różnych przedmiotów ducha. Póki co nie poznałyśmy innych zdolności duchów .
   Naszym mentorem i nauczycielem za razem jest Andy . Bardzo przystojny, wysoki, z burzą ciemnych włosów na głowie. Około 22-letni. Jako wredna małpa, jestem również nieemocjonalna, ale ten facet działa na mnie jak defibrylator na nieoddychającego gościa. Śnił mi się już drugą noc. Jezu, po śmierci jestem jakaś dziwna. Hmmm. Nasze dzieci na pewno byłyby śliczne. Mielibyśmy śliczną dziewczynkę i słodziutkiego chłopczyka. Oboje mieliby czarne włosy i zielono-błękitne oczka. Nat, ogarnij się i przestań myśleć o zabójczo przystojnym Andym! Tak, wiem, że to tylko pobudziło moją wyobraźnię do różnych i nieprzyzwoitych wyobrażeń. Ciekawe czy ma duż... Kurde! Idę spać, bo jak widzę zmęczenie nie najlepiej na mnie działa. 
Dobranoc. I niech mi się przyśni Andy. Cholera jasna, Nat!


"Czarne włosy i zielone oczy "



***

#3


21 czerwca 2008 r.

Drogi pamiętniku!

   Uznałam , że nie warto już użalać się nad sobą. Fakt, tęsknię za Kamill i mamą, to one poświęcały mi najwięcej czasu, ale już nie żyję, i wiem, że one bardzo to przeżywają. Podkusiło mnie to do wypróbowania nowo nabytej umiejętności. Może i nie jestem jeszcze pełnoprawnym duchem, ale jednego już się wyuczyłam - jak wracać na Ziemię. Jest ona najtrudniejsza do opanowania, lecz mi jako "wyjątkowi" nie sprawiła nawet najmniejszego trudu.
   Zabrałam z szafki duchowy odpowiednik bransoletki, którą dostałam od siostry, usiadłam po turecku na podłodze i w skupieniu oddychałam głęboko. Starałam sobie przypomnieć jak najwięcej sytuacji z Kamill. Nie powiem, ale przyszło mi to z trudem. W końcu to moja siostra!
   Łzy napłynęły mi do oczu, a ja dalej wspominałam, nawet te najbardziej bolesne szczegóły. Chwilę później siedziałam już na swoim dawnym dywanie. Jeśli można to było nazwać siedzeniem. Nic się tutaj nie zmieniło- pomyślałam . - Mogliby chociaż zdjąć moje zdjęcia- spojrzałam na malutką szczelinę pomiędzy zdjęciami, którą zostawiłam , aby móc co ranek umalować się. Możliwe, że niektórzy nie zrozumieli... Zdjęcia były naklejone na lustrze.
   Nadszedł czas na wykazanie się poraz kolejny. Zamknęłam oczy i przestałam oddychać. Tak, wiem, po co duch miałby oddychać ? Jeszcze tego nie wiem, ale tlen mi jest potrzebny tak samo w świecie duchów, jak i na Ziemii. Poczułam jak się unoszę kilka milimetrów nad podłogą, otworzyłam oczy i już wiedziałam , że się udało. Moje duchowe ciało było przezroczyste . Przeszłam przez drzwi. Dosłownie PRZEZ DRZWI i nastawiłam ucho. Słyszałam brzęczenie miksera. Musi być bardzo wcześnie-stwierdziłam i wolnym krokiem szłam w kierunku kuchni. Mama robiła naleśniki - coś co najbardziej na świecie uwielbiałam . Była przygnębiona i znając ją już dawno wyrzuciła do śmieci 3 puste opakowania z lekami antydepresyjnymi . Nie mogłam się w żaden sposób zdradzić. Złamałabym któreś tam prawo z Kodeksu Ducha. Mogłabym zostać za to strącona ? Nie wiem czy to dobre słowo. Może raczej wygnana ? Nieważne . W każdym bądź razie mogliby mnie wyrzucić. Zdradzić możemy się tylko wtedy, gdy ktoś nas wezwie . Umyślnie, nieumyślnie , to już jest nieistotne. Stałam i patrzyłam na nią. Kamill musiała już być w szkole. Co jak co , ale Veronica nie pozwoliłaby, żeby jej już jedyna córka zaniedbywała się. Znając ją, nie pozwoli jej już na żadne wyjście na dyskotekę. Jeśli to na czym byłam w ostatnim dniu życia można nazwać dyskoteką. Rozpoczęcie o 16 i zakończenie o 19 ? Porażka. 
   Matka położyła talerz z gotowymi naleśnikami na stole, usiadła i patrzyła na nie. Nagle rozpłakała się, rozmazując cały makijaż. Nie byłam w stanie na to patrzeć. Szybko powróciłam to mojego pokoju w dormitorium i również zaczęłam wyć.
To był póki co najgorszy dzień w tej głupiej krainie . Zabije typa, który mi odjebał ręce, zabiję! 



"Kiedyś cię znajdę.
Może się nawet pofatyguję, żebyś poczuł ból taki jak ja... "



***

#4


22 czerwca 2008r.



Drogi pamiętniku!



   Nie sądziłam, że będę tak często pisać. Charlie oddala się ode mnie. Ćwiczy dużo i nie zawraca sobie głowy spotkaniami i rozmową. Czasem tylko da się wyciągnąć na kawę w pobliskiej kafejce, prowadzonej przez zmarłego pana Carlosa. Ale to nieistotne. Ten pamiętnik staje się moim najlepszym przyjacielem, szczególnie teraz, gdy przede mną egzamin. Poza tym jestem przytłoczona wszystkimi emocjami. 
   Andy podczas ostatnich kilku godzin pomagał mi w odkryciu mocy dodatkowej zwanej po duchowemu Appendix. Z łaciny oznacza to dodatek, coś dodatkowego. Char już odkryła u siebie tą zdolność wczoraj. Póki co opowiedziała o tym tylko mnie. Zobaczyła wypadek samochodowy jakiejś dziewczyny, ale narazie nie była w stanie dokładnie jej scharakteryzować. Albo nie chciała ... Cóż, będę musiała z nią o tym porozmawiać. W każdym bądź razie, ja też jestem blisko tego odkrycia. Andy powiedział, że może to przyjść samoistnie lub można to w jakiś sposób wywołać. Zaprowadził mnie do dużego pomieszczenia w podziemiach dormitoriów i tam zaczęliśmy ćwiczenia . Najpierw były to zwykłe zadania na zmienienie się w niewidzialną, przechodzenie przez ściany i tak dalej. Później zaczęliśmy teorię o odkrywaniu Appendixu, czyli , że najczęściej się ujawnia w czasie zdenerwowania i stresu . Ciekawe czy przy przeżywaniu wewnętrznej rozkoszy z powodu widoku Andy'ego też się ujawni ? Trzeba to koniecznie sprawdzić.
   Tymczasem po ćwiczeniach przebrałam się w czarne rurki, żółtą , luźną koszulkę i razem z Kat pojechałyśmy na rolki . Tutaj panuje inny klimat niż na Ziemii. Tutaj jest bardziej smutno, ale to wszystko wina ludzi, którzy pogrążeni w smutku ubierają się na szaro . Szary mają też humor. Ogólnie jest tu całkiem przyjemnie . Jest zielona trawa, słońce i inne rzeczy, które przyprawiają o uśmiech . Jednak z moich obserwacji wynika, że wszyscy unieszczęśliwiają siebie nawzajem. Ja już z tym skończyłam . W najbliższym czasie nie mam zamiaru wspominać rodziny. Szkoda na to nerwów. Tutaj jestem praktycznie nieograniczona i mogę robić to co chcę. No... Powiedzmy, że z małymi wyjątkami. 
-To jak będzie z tobą i Andy'm ? - zapytała mnie ni stąd , ni zowąd Kat. - Nawet nie próbuj zaprzeczać. Przecież widzę jak na niego patrzysz- ledwo otworzyłam buzię, a ona już swoje. Czemu ja musiałam w pierwszym tygodniu po śmierci znaleźć sobie koleżankę, która zna się tak bardzo na sprawach sercowych ? Cholera. 
-Zaprzeczam! To, że jest taki seksowny i mądry, i miły, i cudowny to nie moja wina. A poza tym , on nic do mnie nie czuje- powiedziałam, szukając wzrokiem ławki, gdzie mogłabym usiąść i wziąć łyk wody. 
-Zaprzeczasz, ale sama sobie - wyszczerzyła się i łapiąc mnie za rękę pociągnęła w stronę, z której przyszłyśmy, całkowicie rujnując moje plany o wodzie. 
-Czekaj, daj mi się napić! - próbowałam zatrzymać się, ale to nic nie dało. Kat dalej mnie ciągnęła. Że też ona musi być taka silna. Kurde.
-Napijesz się w dormitorium, a teraz chodź. Coś ci muszę pokazać - rzuciła jeszcze i nie pozostawiła mi najmniejszego nawet wyboru. 
   To co zobaczyłam, o mało nie przyprawiło mnie o zawał. Kat skombinowała klucz do pokoju Andy'ego. I do cholery jasnej , on też prowadzi pamiętnik! Zabrałyśmy mu go i uciekłyśmy do niej. Zawsze miałam wymówkę, że to ona, a nie ja. Jakie rzeczy on tam pisał... Ja też mu się podobam. Za tą wiadomość mogłabym umrzeć jeszcze raz (gdyby to było oczywiście możliwe). Wróciła wizja mnie i jego w łóżku. Awww. To takie miłe. 
   "Ona tak śmiesznie wygląda jak czyta ten jego pamiętnik. Jakby myślała o nim nago. " - usłyszałam szept w głowie. Ale czy to na pewno było w mojej głowie ? Spojrzałam na Kat i w jednej chwili zrozumiałam . 
-Zanieś ten pamiętnik z powrotem . Ja muszę coś załatwić - powiedziałam i speedem wyrwałam szukać Andy'ego. "Cholera, gdzie on może być o 16.18 ? " - pomyślałam. Biegłam , prawie nie dotykając podłogi. Zatrzymałam się na czymś twardym, ale umięśnionym i uświadomiłam sobie, że stoję w objęciach mojego "księcia z bajki" . Na myśl o tym przezwisku uśmiechnęłam się. 
-Gdzie tak pędzisz kocico ? -zapytał , a w mojej głowie zaczęło się robić dziwne śmietnisko z myśli. "Zaraz, zaraz... Skoro czytam w myślach, czemu by nie... " i delikatnie wślizgnęłam się do głowy Andy'ego. Sekundę później usłyszałam : "Jak ona seksownie wygląda w roztrzepanych włosach". Odruchowo poprawiłam fryzurę i opowiedziałam mu o całym zdarzeniu. Nie przyszło mi to łatwo. Uwierzcie, to była męka . Patrzenie na niego w nieprzyzwoicie przylegającej koszuli, pod którą rysowały się mięśnie. Rozbolała mnie głowa od tego skupienia na tym co mówi. Na prawdę ciężko było mi się skoncentrować. 
- Świetnie. Od jutra zaczniemy ćwiczyć czytanie w myślach. Musisz nauczyć się to kontrolować. A jeszcze tylko zapytam. Jak to się stało, że odkryłaś moc ? -super, teraz to mogłam mu powiedzieć, że tylko włamałam się z koleżanką do jego sypialni i podpieprzyłyśmy mu pamiętnik. 
-Jeździłam na rolkach z Kat i się ścigałyśmy. Przegrałam i odczytałam jej myśli. To wszystko- to tylko niewinne kłamstewko. Przed śmiercią często kłamałaś. Nie daj tego po sobie poznać. Spokojnie .
-M-hmm. To do zobaczenia jutro na zajęciach- rzucił krótko i odszedł, zniewalając mnie swoim bezbłędnym uśmiechem białych zębów. Zabiłabym za takie. 
   Cholera, przez całą tą sytuację zapomniałam porozmawiać z Charlie. No trudno. Złapię ją jak wróci do naszego pokoju. Tak więc dobranoc.


"Odnaleźć swoje prawdziwe JA "


***
#5


23 czerwca 2008 r.


Drogi Pamiętniku!


   Serce zaraz wyskoczy mi z piersi. To niepojęte, jak taki Edward mógł sobie chodzić po mieście i bez żadnych problemów słuchać myśli ludzi. Rozumiem, że wampiry to nie duchy, ale też istoty martwe. Rany... Potrzebuję dostać się do jakiejś izolatki, bo nie dotrwam do zajęć. Jest dopiero 7:16 ! Cholerne lekcje od 10 ! Najgorsze jest to, że dalej nikt nam nie chce powiedzieć, o co chodzi z "wybranymi" . Skoro jesteśmy takie ważne, to dlaczego nie możemy się o tym dowiedzieć już teraz ? Chciałabym być tam na dole z rodzicami. Może nie miałam z nimi specjalnie idealnych stosunków, ale byli ze mną. Teraz mam tylko Charlie, która jest zajęta swoimi umiejętnościami. Mam dopiero jedną z trzech możliwych i nie chcę już myśleć jakie mają być te dwie pozostałe. Zwykle byłam twarda, ale teraz ciężko jest mi nie rozczulać się nad sobą. Kat nie jest taka jak my i ma tylko jedną zdolność . Potrafi przekazywać ludziom swoje myśli. Ludziom... w sumie to duchom, ale nie ważne. Chodzi o to , że może wcisnąć swoje myśli bezpośrednio do głowy . Już wolałabym te wizje, które ma Charlie! Ugh! Nawet widok Andy'ego nie byłby w stanie mnie uspokoić. Noo, może ewentualnie jego dotyk... Nie ważne ! Dzisiaj mam z nim trening karate, kung fu czy czegoś dziwnego. W każdym bądź razie dostałam strój, który wygląda jak... szlafrok. Ale skoro to jest niezbędne do testu to będę w stanie się poświęcić i założyć to coś . Nieeee, w ogóle nie chodzi o to, że Andy będzie się na mnie patrzył. No cóż.. Jest jeszcze wcześnie, więc w sumie nie ma co opisywać. Jutro będzie dłuższa notka. Jeszcze się zdrzemnę chwilkę . Może zapomnę o tych wszystkich głosach... Bye !


" Tylko zapomnieć "


3 komentarze:

  1. to jest po prostu świetne .

    temat zabójczy .
    a do tego ta muzyka ....

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy .. Blog? nie hmm historia? opowiadanie no nie wiem co ale genialne :) Co prawda coś mi w twoim/ waszym języku przeszkadza ale bomba :) Wciąga ^^

    OdpowiedzUsuń