Pamiętnik Charlie

#1

19 czerwca 2008r.

  Drogi pamiętniku!



     Kilka dni temu byłam normalną siedemnastolatką, no może nie do końca normalną , ale to nie istotne.. Już nie. Chciałabym powiedzieć , że moje życie było fajne, ale jakby ktoś wiedział ile przeżyłam w ciągu tych siedemnastu lat, wiedziałby dlaczego byłam taka , a nie inna..
     Ja się tu żale, a nawet nie napisałam jak mam na imię. A więc jestem Charlie,według większości normalna nastolatka. Ale czy to ma jakieś znaczenie? To już nie ważne.. Mam, a właściwie miałam starszą o trzy lata siostrę Kelly i młodszego brata Jase'a , który za miesiąc skończy cztery lata. Rodzice... Mama zmarła na raka w 2002 r, a tata szybko po jej śmierci znalazł sobie inną.. Alice jest moją macochą , to ona jest matką Jase'a. Babcia, która była mi bliska nie żyje od nieco ponad roku. Bardzo cierpiałam po śmierci zarówno matki jak i babci. Cóż w mojej rodzinie najpierw odchodzą kobiety... Ale wracając do mojej rodziny , po śmierci mamy z tatą i siostrą wyjechaliśmy z Camebridge do San Diego do dalszej rodziny taty , ale jakoś nie mogliśmy się tam odnaleźć. Po dwóch latach wróciliśmy do miasteczka. Zamieszkaliśmy z babcią i wtedy się zaczęło. Tata poznał Alice, na samym początku nienawidziłam jej , ale w końcu zrozumiałam, że tata po prostu chce zacząć wszystko od nowa. Później na świat przyszedł mój braciszek i wszystko się zmieniło. Oj , ale się rozpisałam. No trudno...
     Szczerze mówiąc nie za wiele pamiętam z nocy , której "odeszłam", bo byłam totalnie narąbana , ale podobno za siedem dni wszystkiego się dowiem. Tak za siedem dni, wiem że to brzmi dziwnie , ale  tak mi powiedział mój i Nathalie mentor Andy. On nam wszystko tłumaczy o "świecie duchów" , więc za siedem dni napisze wszystko o tym dniu.     

 `Charlie


***


#2

20 czerwca 2008 r.

Drogi Pamiętniku !


   Dzisiejszy dzień wcale nie zapowiada się lepiej niż wczorajszy. Tak wiem , że nie żyję dopiero drugi dzień, ale co ja na to poradzę  ? Nic! Właśnie, nic. Cały poranek czekam na południe, bo to wtedy powinny zacząć się zajęcia z Andym. Kat wygadała się , że będziemy uczyć się dzisiaj "teleportacji" na ziemię. Tylko czy będę mogła połączyć się z Camebridge? Oby, tak! Nie wytrzymam tu, jeśli nie zobaczę mojej rodziny, a szczególnie Kelly. Ciekawe czy wróciła już do domu z campusu. Pamiętam ostatnią rozmowę z nią przez telefon. Prosiła mnie ,bym na siebie uważała, bo mnie znała jak  nikt inny na świecie i wiedziała dokładnie jaka jestem, i że lubię od czasu do czasu pobalować. Lecz tego na pewno się nie spodziewała. 
   Właśnie miałam jakąś dziwną wizję... O wypadku samochodowym jakiś dwóch chłopaków i jednej dziewczyny na rowerze. To było przerażające. A ta dziewczyna ... Czy ja jej przypadkiem nie znam? Przypominała moją piętnastoletnią sąsiadkę Caroline Forbs. Czy ja zwariowałam? Może to jakaś z tych mocy przeznaczonych tylko dla "wybrańców". Nie wiem, ale myślę że mogę mieć raję. No nic... Po zajęciach spytam się Andy'ego , o tą wizję. Wracając do tematu zajęć, podobno dzisiaj jest najgorszy dzień,  bo jest dużo rzeczy do zapamiętania na "egzamin". Co jeszcze miałam napisać.. Ja mam chyba sklerozę! A! Już wiem. Będziemy się uczyć przesuwania różnych przedmiotów na ziemi np. poruszyć długopis na biurku, powracanie na ziemie, czy jak ja to nazywam , czyli "teleportacja" i chyba jeszcze Prawo Duchowe.
   Może teraz opiszę wygląd tego dziwnego miejsca. No cóż jestem na nie skazana na co najmniej wieczność.. A więc od ziemi, czy inaczej jak ją tutaj nazywają "Świat żywych" lub "Kraina ludzi" jest tego dużo więcej nie różni się zbyt wiele. Są tu domy, sklepy, parki, szkoły, galerie handlowe itd. Ale nie jest tu tak pozytywnie jak na ziemi... Tu jest tak ponuro, szaro i jakoś ciemno. Andy twierdzi , że trzeba do tego przywyknąć, bo to nie jest ten świat , na którym żyłam do tej pory...

`Charlie


***

#3

23 czerwca 2008 r.


Kochany Pamiętniku!

   Ostatnie dni były naprawdę trudne. Nawet nie miałam czasu pisać pamiętnika. A wszystko przez ten głupi egzamin. Cholera! Miałam nie pisać o szkole, no trudno... Dwudziestego miałam opisać odwiedziny w Camebridge, ale po powrocie byłam tak cholernie zmęczona, że umyłam się i od razu poszłam w kimę.
   Kiedy Andy pokazał nam najtrudniejszą umiejętność do nauki, myślałam, że nigdy mi się to nie uda, ale myliłam się. Zrobiłam to od razu. Znalazłam się w ogródku. Moim ogródku za domem. Rozejrzałam się i zaczęłam się jednocześnie śmiać i płakać, wtedy usłyszałam jak ktoś podjechał autem pod dom. To była Kelly. Moja ukochana siostrzyczka , wysiadająca z walizką i łzami w oczach z taksówki. Wtedy tata wyszedł z domu, przytulił ją i wziął jej bagaż. Poszłam za nimi. W środku nic się nie zmieniło. Jase bawił się w salonie, Alice robiła kolację... Nie chciałam się rozklejać , więc poszłam na górę do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku , rozejrzałam się dookoła i ostatecznie uświadomiłam sobie, że już ich nie zobaczę. Przynajmniej nie za ich życia... Rozpłakałam się. Siedziałam tak dobra godzinę, kiedy usłyszałam, że ktoś chwyta za klamkę i otwiera drzwi. To Kelly. Zapewne chciała posiedzieć tu i poszukać jakichś naszych wspólnych zdjęć. W końcu miałam ich całą półkę. Sama zabrałam kilka zdjęć i nie tylko.. Wzięłam też kilka książek, ubrań, mojego ulubionego misia z dzieciństwa, notebooka, gitarę i torbę , którą zawsze brałam jak szłyśmy na zakupy. Ta umiejętność nazywa się Acciepere, po łacinie oznacza to zabierać, a polega na patrzeniu i skupieniu się na jakimś przedmiocie i odwzorowywaniu go w myślach, aż będzie taki jak ten oryginalny , i wtedy on pojawia się obok oryginału. Acciepere nie działa na większe przedmioty i meble. Ostatni raz popatrzyłam na dom i chwilę później byłam już obok Andy'iego i reszty grupy. No i to w sumie tyle jeśli chodzi to ten dzień.
   Przez kolejne trzy dni zajmowaliśmy się innymi przydatnymi umiejętnościami, doskonaleniu przenikania do świata żywych i uczeniu się rożnych praw, kodeksów i zasad obowiązujących w Świecie Duchów. Jestem taka zmęczona. O! Wiem o czym nie napisałam, o mojej wizji. Andy powiedział , że to jedna z moich  trzech Appendix. Appendix po łacinie oznacza "coś wyjątkowego". Normalne duchy mają tylko jedną taką moc, ale ja i Nat jesteśmy tymi wyjątkowymi... Nawet jeszcze nie wiemy na czym to dokładnie polega, wiemy tylko ,że to ma związek z godziną , o której umarłyśmy. Ale nikt nam nie chce tego dokładnie wytłumaczyć! W kółko powtarzają, że jeszcze nie czas na to, żebyśmy się dowiedziały...

`Charlie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz